Nadmorskie miasteczka poza sezonem turystycznym są naprawdę wyjątkowe. Puste plaże i deptaki zachęcają do spacerów, a pogoda sprzyja różnym aktywnościom. Zdecydowałam się na zjechanie okolic rowerem z bardzo przyjemnym plażowaniem i kąpielą morską. Jola i Szymon dołączyli z kajakami i próbowali swoich sił na upragnionych falach, a ja dzięki ekipie beKite mogłam zgłębiać teorię kite surfingu :)
Korzystając z kilku wolnych dni spakowaliśmy się w wesołego czerwonego kajakobusa i wybraliśmy się nieco dalej od Trójmiasta - w okolice Miastka - gdzie zaplanowaliśmy spływ dwoma dopływami Wieprzy: Studnicą i Grabową. Studnica to kwintesencja dzikości! Zachwyca zielenią, bystrzami oraz mnogością wszelkiego rodzaju owadów. Grabowa mimo niskiego poziomu wody okazała się w pełni spławna na odcinku, który pokonaliśmy: Polanów - Buszyno. Jest wąska, kręta i tajemnicza. Bujna zieleń dookoła, drzewa porośnięte mchem i odgłosy ptaków sprawiły, że poczuliśmy się jak w dżungli :) Na noclegi zatrzymaliśmy się w cudownym miejscu nad samą rzeką w Kawczynie. Tam w Dolinie Studnicy ugościli nas Iza z Markiem. Odnaleźliśmy spokój od wielkomiejskiego zgiełku, w którym mieszkamy. Cisza zakłócana była jedynie przez ćwierkające o świcie ptaki i rechoczące ochoczo wieczorami żaby. Bardzo polecamy!
Wieczorny spektakl światła i kolorów.
Kwitnący kosaciec żółty zdobi brzegi rzeki i cieszy nasze oczy.
Parchowo to jedna z moich ulubionych wsi. Bliskość jezior, rzek i lasów czyni ją idealną bazą wypadowa na rowery czy kajaki. Mi nie udało się dziś za daleko dojechać. Miałam za to niezaplanowaną, ale bardzo miłą wizytę w pasiece pana Edmunda Żywickiego, który właśnie odmalowywał ule. Pan Edmund to prawdziwy artysta, który własnoręcznie je odrestaurowuje i ozdabia. Wyglądają jak dzieło sztuki i robią niesamowite wrażenie. A już za 2 tygodnie będzie można zaopatrzyć się w świeży miód!